PLATFORMA UPOWSZECHNIANIA NAUKI W POLSCE

NASZ CZAS

Jeśli przez lata uprawiania nauki, ludzkość poznając świat – siebie i wszystko wokół – doszła do teorii „pierwszego wybuchu” (jako dziś ogólnie nam panującej), czyli jakiegoś prapoczątku, który wypełnił to nic, w czym się z wielkim impetem „wybuch” ten pojawił, to jest to równocześnie początek czasu.

To, co nazywamy wszechświatem od tamtego momentu, rozszerza się; to co się rozszerza to energia i materia, a Czas przypisany jest temu rozszerzaniu. Zniknie On wraz z zakończeniem się tego procesu. Drugorzędną tu jest sprawa, czy czasoprzestrzeń ta rozproszy się zupełnie, czy cofnie się, skurczy, wróci do postaci jak na początku, sprzed wybuchu.

Nasz czas jest związany z dynamizmem przestrzeni (czyli z materią i energią). On - czas  - jest zdeterminowany przestrzenią – dlatego mówimy dziś o czasoprzestrzeni.

Jeszcze większe ograniczenia ma energia i materia w swoich związkach. Na przykład, determinują się one wzajemnie tak, że uniemożliwiają osiągnięcie czemukolwiek większej prędkości niż 300 000 km/s – czyli tzw. prędkości światła.

Ze względu na to, że czasoprzestrzeń ma określony początek, daje się mierzyć. My, poszczególni ludzie, będąc wyróżnioną cząstką tej czasoprzestrzeni, mierzymy czas według konwencji wynikających z naszej wygody. Nie ma w sekundzie, minucie, godzinie … nic szczególnego, co wyróżniałoby je spośród innych odcinków czasowych.

Ktoś kiedyś tak to zaproponował i przyjęło się.

Nawet dziś, kiedy procesy w czasoprzestrzeni możemy mierzyć niezmiernie dokładnie, nie ma praktycznej potrzeby zmieniać wcześniejszych ustaleń. Np. jeden metr jest określony jako odległość, którą pokonuje światło w ciągu 0,000000003335640952 sekundy, mierzonej za pomocą zegara cezowego. Zdecydowano się właśnie, na tę liczbę, aby nowa definicja „sekundy świetlnej” była zgodna z wzorcem metra, który spoczywa w Paryżu (jest to platynowa płyta z dwoma znaczkami, którą ludzkość umówiła się nazywać metrem).

Równie dobrze moglibyśmy używać nowej, wygodnej jednostki długości, zwanej właśnie sekundą świetlną, bo jest to po prostu odległość, jaką przebywa światło w ciągu jednej sekundy. Zwyciężyły jednak utarte przyzwyczajenia i interesy.

Czas zależy więc też od nas, ludzi. Od tego jak go subiektywnie przeżywamy, jak te przeżycia możemy zobiektywizować, jak je określić, jako dla nas wszystkich wspólne oraz umówić się na coś i przyjąć to, jako obowiązujące dla wszystkich. Uznać, że takie, a nie inne przeżycia będą przeżyciem czasu, wspólnego czasu, który i tak każdy z nas przeżywa na swój sposób, zależnie od wielu czynników indywidualnych.   

Jako ludzie, w sobie, doświadczamy czasu, na dwa sposoby.

Najpierw, przeżywamy go, jako nieuchronność przemian … od narodzenia ku śmierci, od ciągle konstytuującej się w oparciu o przeszłość teraźniejszości, ku zdeterminowanej przeszłością i teraźniejszością przyszłości (od wielkiego wybuchu po jakiś kres … lub bezkres … zależnie od wyznawanej teorii kosmologicznej).

Trudno jest przyszłości, zaskoczyć nas czymś, co w teraźniejszości nie miałoby swojej przyczyny.

Jeśli na razie „teoria wielkiego wybuchu” uwiodła ludzkość i dzięki temu twierdzimy dziś o jakimś określonym i logicznie uzasadnionym początku, to tym samym, jest on momentem, w którym uruchomił się czas i zaczęło się wszystko … nasza przeszłość. Początek teraźniejszości ma w nim, swoje zakotwiczenie. Analogicznie, w teraźniejszości, ma swoją przyczynę przyszłość.

Czas więc, nierozerwalnie związany jest z materią i nasze materialne Ja przeżywa go, mniej lub bardziej intensywnie, zależnie od przywiązania konkretnego człowieka do swojej fizyczności, czy materialności. Taka, zamknięta w swoim teraz - pomiędzy przeszłością a przyszłością, jednostka może mieć poczucie zniewolenia tym nieprzerwanym korowodem uciekającej teraźniejszości w przeszłość i nadchodzącej nieuchronnie przyszłości. A świadomość określonego końca, starzenia się, śmierci … możliwości upadku w nicość, wymusza pytanie o sens tego kiedyś, tego teraz i tego, co może jeszcze nastąpić.

Jest też inne, często równie silne ludzkie przeżycie czasu, gdy odnosimy się w nim do czegoś trwalszego niż to, co upływa, co zmienia się, odchodzi.

Człowiek żyje w czasie oraz w odniesieniu do wartości, co do których żywi przekonanie, że są nieprzemijające. Dla tych wartości jest w stanie poświęcić wielką część swojej indywidualnej, nieznanej jeszcze przyszłości, a w wielu przypadkach, poświęcić całe życie. Taka osoba, posiada silnie ujawniające się wewnętrzne przeżycia czegoś trwałego, czegoś jakby poza czasem, czegoś nieprzemijającego, co nadaje sens przeżyciom chwilowym, tu i teraz.

Takich przeżyć doświadcza człowiek w sytuacjach podejmowania określonych obowiązków (obowiązków w rozumieniu ogólnoludzkiej wartości); w obliczu zagrożenia zdrowia, czy życia swojego lub innych; w chwili kontaktu z czymś bardzo pięknym; w chwilach, w których określone, intensywnie przeżywane wrażenie narzuca nam się w pełni swego jestestwa, w swojej prawdzie i w sposób niewątpliwy …

Człowiek wtedy, traktujący świat wartości, jako istniejący równie realnie jak upływ czasu, przeżywa go jako coś towarzyszącego mu w życiu, jako jedną z wielu sił determinujących jego codzienność, ale nie przesądzających o jakości jego życia. Czas wtedy, w poszczególnych przeżyciach ma inną miarę. Staje się tylko składnikiem czegoś trwalszego, od czego jest jakby zależny. Czas służy człowiekowi do poznawania trwałych wartości, bo poznanie jest określonym procesem, serią przeżyć poznawczych.

Przeszłość, przyszłość i teraz są w takim przeżyciu narzędziem poznania … czas, staje się też wartością do poznania, nie wpływa na człowieka negatywnie – wytycza tylko jakiś początek i trwa odchodząc stale, aż po jakiś kres.

Przeżycia takie, ujawniają się też między innymi np. w kontakcie z dziełami sztuki – w związku z emocjami oglądania, poznawania, przeżywania dzieła. Dzięki temu, że doświadczenie takie trwa, niesie nieokreśloną liczbę doznań, przeżyć, które – niejako – rozciągają naszą teraźniejszość, sprawiają przyjemność nieuchronnością nadchodzących momentów przyszłości, w których (w jako teraźniejszych) możemy odkrywać dzieło w coraz to nowych odsłonach, jako ciągle dopełniające się, i w tym - ponadczasowe, nieskończone, bez względu na jego materialne ograniczenia.

Czas więc, możemy poznawać. Możemy traktować, jako granicę pomiędzy tym, co trwałe i tym, co ciągle się zmieniające. Jest On w określonej serii przeżyć bezgraniczną przepaścią w nicość, jest równocześnie odzwierciedleniem, trwałości, niezmienności, stałości, gdy odniesiemy czas do tego, co potrafimy przeżywać, jako wartość (dobro, prawdę, piękno).

Można też, doświadczyć istnienia czasu absolutnego, dzięki specyficznie ludzkiemu przeżyciu, czyli w refleksji.

I tak np. włączając światło, wciskamy przycisk i zapala się żarówka. Czas naciśnięcia przycisku i czas zapalenia się żarówki nie jest ten sam – w jakikolwiek sposób będziemy analizowali to zjawisko.

W pojedynczym jednak przeżyciu (w refleksji - „zapalam światło”) zaświecenie się światła ma w całej rozciągłości zdarzeń, jedno swoje teraz. Przyciśnięcie przycisku i zapalenie się żarówki, jest jednym i tym samym odbywającym się w jednym teraz – „zapaleniem się światła”, które rozświetla pokój.

„Czas spostrzeżenia i czas tego, co spostrzeżone jest identycznie ten sam. Akt spostrzegania zapada się w czas, tak samo, jak zapada się to, co spostrzeżone w przejawie … a w refleksji, każdej fazie spostrzeżenia musi zostać nadane identycznie to samo temporalne miejsce, jak temu, co spostrzeżone” – (E. Husserl „Wykłady  o wewnętrznej świadomości czasu”).


Komentarze