Dziewica Orleańska (Wjazd Joanny d’Arc do Reims) — Jan Matejko (1886r.) w zbiorach Galerii Rogalińskiej oddziału Muzeum Narodowego w Poznaniu

Dziewica Orleańs­ka Jana Mate­j­ki — najwięk­szy przestrzen­nie i najważniejszy dla Mis­trza obraz his­to­ryczny
- „ku pokrzepi­e­niu serc” i „żeby Pol­s­ka Zmartwych­w­stała”!

"Dziewicza Orleańska"

Historia:

Mate­jko zaczął mal­ować swój cykl, wiel­kich obrazów his­to­rycznych, by zre­al­i­zować pewien pro­gram ide­owy — pro­gram bardziej z dziedziny „ducha”, aniżeli z dziedziny sztu­ki.

Pol­s­ki nie było wtedy na mapach świa­ta. Pola­cy musieli udawać pod­danych prus­kich, cars­kich, cesars­kich …pod­danych innym, obcym …ludzi bez swo­jej Ojczyzny. Każdy inteligent­ny patri­o­ta szukał wtedy właś­ci­wego dla siebie sposobu wal­ki o Pol­skę, o Polaków, o szan­sę odrodzenia się naszego Nar­o­du. Nieu­dane pow­sta­nia były świadectwem tego, że siły mil­i­tarnej nie zbierze­my na tyle, by pokon­ać samodziel­nie, choć­by jed­nego z ciemiężców. Najważniejszy jed­nak był „Duch”, była wola, było przeko­nanie, że przyjdzie czas, sprzy­ja­ją­ca okoliczność i trze­ba być mądrym, i przy­go­towanym pod każdym wzglę­dem.

O tym, jakie być powin­no to przy­go­towanie duchowe i mil­i­tarne, opowiadał obraza­mi Mate­jko. Chci­ał, by poprzez przy­pom­nie­nie dawnych dziejów, nie upadać w zwąt­pi­e­nie, by zbroić się mil­i­tarnie i gotować fizy­cznie, i eko­nom­icznie, by jed­noczyć się w dzi­ała­niu oraz by wierzyć, by wiedzieć, że ist­nieją też cuda! — że Bóg ingeru­je w dzieje świa­ta na swój sposób i nie wol­no tej ingerencji prze­gapić …
Tak mal­ował, tak mówił i sam — przy­bier­a­jąc np. postać „Stańczy­ka” — dawał świadect­wo możli­woś­ci wcie­le­nia się, przemi­any. Aby każdy Polak mógł rozszyfrować treś­ci jego obrazów oraz treś­ci znaków, które Polakom dawał w dzie­jach i na pewno da jeszcze — opa­trzność Boża.
Mate­jko malu­jąc, nie poszuki­wał analogii, nie mamił sym­bo­l­a­mi, nie tworzył swois­tego języ­ka dla twór­c­zoś­ci włas­nej, lecz był doskon­ały malarsko poprzez dzi­ałanie wprost …pre­cyzyjny odtwór­c­zo, pewny swej ręki -jak wybit­ny szer­mierz -wiedzi­ał i widzi­ał to, co mal­ował i nie musi­ał zastępować pros­to­ty wypowiedzi, jed­noz­nacznoś­ci treś­ci, pokręt­ną metaforą znaków malars­kich.
U Mate­j­ki — „Człowiek” znaczy człowiek, „lęk” to lęk, a „Zwycięst­wo” zawsze ma pod­nie­sione czoło i łopoczą­cy na wietrze sztan­dar.

Dziewica Orleańs­ka” była najważniejsza, bo uos­abi­ała bos­ki cud …była znakiem opa­trznoś­ci, a dla Polaków, miała być syg­nałem do dzi­ała­nia, do -w końcu -spraw­ienia cudu.
Obraz ten, miał odnow­ić wiarę, …”że cuda się zdarza­ją” i tak, jak w dzie­jach Francji, tak i w naszej his­torii zna­jdą się oso­by, które Bóg namaś­ci do przy­wróce­nia siły w Nar­o­dzie …kole­jny raz, jeszcze raz, ale już w nowym wymi­arze i z sukce­sem.
Obraz nie odniósł jed­nak spodziewanego efek­tu. Kry­ty­ka źle oceniła dzieło. Obraz miał być darem dla Francji, lecz żad­na z orga­ni­za­cji pol­s­kich, nie pod­jęła idei.
Obraz kupił Edward Alek­sander Raczyńs­ki z Rogali­na, by dzieło Mis­trza, pełniło zadaną mu rolę, w Wielkopolsce.

Obec­nie nadal oglą­dać i podzi­wiać moż­na je w Galerii Rogal­ińskiej — Odd­ziale Muzeum Nar­o­dowego w Poz­na­niu.

Interpretacja:

Zasad­nic­zo w obra­zie malarskim, może­my doszukać się trzech warstw, z których — każ­da na swój sposób — ma moc odd­zi­ały­wa­nia na oglą­da­jącego:
— pier­wszą, jest ta, która narzu­ca nam się wzrokowo i wprost -jest to warst­wa świa­ta przed­staw­ionego;
— kole­jną jest ta, która skry­wa się pod plas­ty­czną for­mą, a odd­zi­ału­je na nas, wywołu­jąc różnego rodza­ju emoc­je. Warst­wa ta, wpraw­ia nas -patrzą­cych na obraz -w stan, dzię­ki które­mu odczy­tu­je­my nowe sen­sy obser­wowanego „świa­ta przed­staw­ionego”. Sen­sy te, nie są nam dane wprost, tylko odczy­tu­je­my je, poprzez przeży­wane właśnie emoc­je, które wzbudz­iły ksz­tał­ty, bar­wy, ich roz­maite układy w przestrzeni oraz zrozu­mi­ałe przed­staw­ienia sytu­acji i treś­ci intelek­tu­al­nych;
— w końcu -docier­amy do warst­wy wartoś­ci este­ty­cznych, które ujaw­ni­a­ją się poprzez spec­jal­ny rodzaj wzruszenia. Wzrusze­nie takie, ludzie przeży­wa­ją tylko w sytu­ac­jach, w których mają jas­no i wyraźnie do czynienia z wartoś­ci­a­mi najwyższej miary — z prawdą, dobrem lub pięknem. Jest to wzrusze­nie, które nie jest tożsame z emoc­ja­mi, które powodu­je świat przed­staw­iony na obra­zie.

Wzrusze­nie to, jest wynikiem reflek­sji, że „określony Ja, jako oglą­da­ją­cy dzieło sztu­ki”, uczest­niczę w czymś, co jest rzeczy­wiste i jed­nocześnie wyjątkowe. Przeży­wa­jąc to „własne patrze­nie na namalowany świat przestaw­iony”, w pełni artysty­cznego i intelek­tu­al­nego wyrazu, odczuwam: fizy­cznie dreszcz, psy­chicznie satys­fakcję oraz chęć (umiłowanie) doko­na­nia w sobie doskon­alącej przemi­any, siebie i swo­jego życia, bo jestem w obliczu dobra, prawdy, pięk­na, -jako wartoś­ci nadrzęd­nych, a objaw­ia­ją­cych mi się, w trak­cie serii przeżyć, pod­czas obserwacji dzieła.

Poz­nawa­niu dzieła, towarzyszą jeszcze przeży­cia innej miary, jak podziw nad pięknem postaci, ksz­tałtów, barw, skom­p­likowaniem fig­ur, odw­zorowaniem osób itd. Jest to reflek­s­ja nad umiejęt­noś­ci­a­mi twór­cy, nad warsz­tatem, nad tech­niką artysty­czną … przeży­cia te sta­ją wyraźnie przed nami, jako wtórne, jako kole­jne -nie­jako -w pro­ce­sie bezpośred­niego kon­tak­tu z dziełem malarskim.

Mate­jko malu­jąc swo­je, wielkie obrazy his­to­ryczne, chci­ał dodatkowo jak­by oga­r­nąć nas przestrzenią, przytłoczyć gmat­wan­iną postaci, ich wielkoś­cią i wyrazis­toś­cią. Chci­ał jak najbardziej odsunąć nas od reflek­sji nad for­mal­ną jakoś­cią mal­owidła, a skon­cen­trować na narzu­ca­ją­cych się treś­ci­ach. Mate­jko zaprasza oglą­da­jącego do wnętrza obrazu, bo tam jest „duch”, tam są określone wartoś­ci.
Chci­ał, by jego obrazy odd­zi­ały­wały na wszys­t­kich, nie tylko na tych, co są znaw­ca­mi malarst­wa.
Rozu­mi­ał to i szanował Edward Alek­sander Raczyńs­ki i kupił, kry­tykowany przez znaw­ców, obraz do swo­jej kolekcji, budu­jąc równocześnie dla niego spec­jal­ną galer­ię. Miała to być świą­ty­nia Pol­skoś­ci, której „obrazem ołtar­zowym” stała się „Dziewica Orleańs­ka” w otocze­niu dzieł najważniejszych ówcześnie malarzy Polaków.

Konserwacja obrazu:

My pod­jęliśmy się real­iza­cji fil­mu, ponieważ Muzeum Nar­o­dowe w Poz­na­niu zde­cy­dowało o kon­serwacji Tego obrazu. Dla sztu­ki, dla dzieła, dla wszys­t­kich miłośników malarst­wa, jest to zawsze wielkie wydarze­nie. W toku prac kon­ser­wa­tors­kich obraz odkry­wany jest jak­by od nowa. Zwyk­le w trak­cie badań przy­go­towaw­czych, dowiadu­je­my się wielu szczegółów niez­nanych wcześniej …skry­tych częs­to, nawet przez samym twór­cą. Tak też było z „Dziewicą Orleańską”. „Gdy­by Mate­jko wiedzi­ał to wszys­tko, co dziś wiemy o obra­zie, na pewno namalował­by go inaczej …” — czy lep­iej? na to, z pewnoś­cią, nie ma odpowiedzi.

Prze­wod­nika­mi w tym świecie, w trak­cie kon­serwacji, byli pra­cown­i­cy Muzeum Nar­o­dowego oraz przede wszys­tkim, państ­wo Dybalscy -para kon­ser­wa­torów, którzy by odnow­ić sza­tę malarską dzieła, musieli odt­worzyć myśli, przeży­cia, tech­nikę i …stan ducha Mate­j­ki malu­jącego To -Tak wielkie i nielicznym znane dzieło. Infor­ma­c­je o tym, co wiedzi­ał autor, a czego nawet nie mógł się domyślać, nie zawsze poma­gały w odna­jdy­wa­niu rozwiązań różnych kwestii artysty­cznych, -bo prze­cież trze­ba było dziś odrestau­rować, „odmalować” obraz tak, jak zro­bił­by to sam Mate­jko, gdy­by dano mu taką możli­wość. On nie wiedzi­ał, że po jakimś cza­sie obraz tak będzie wyglą­dał, …że pojaw­ią się spęka­nia, cza­sem uniemożli­wia­jące rozpoz­nanie szczegółów …W cza­sie kon­serwacji pojaw­iało się częs­to pytanie -napraw­iać, czy utr­walać to, co czas dopowiedzi­ał. Momen­ta­mi okazy­wało się, że wiele zmi­an spowodowanych było jed­nak złą kon­serwacją obrazu w lat­ach wcześniejszych, niekiedy błę­da­mi w doborze mate­ri­ałów, nawet przez samego twór­cę. Były też kon­sek­wenc­je przy­pad­kowych zdarzeń, zupełnie niezwiązanych z dziełem czy jego his­torią. Wiele, więc zmi­an należało usunąć. Koniecznie zaś, starać się zostaw­ić zamysł i zami­ary artysty, z jego wiedzą, jego tech­niką, treś­cią i intencją …nawet z jego niedołężnoś­ci­a­mi, które przy­trafiły się w okre­sie pra­cy. Wszys­tko to, kon­ser­wa­torzy musieli zro­bić tak, by popraw­ki były nieza­uważalne z miejs­ca pre­destynowanego do odbioru całoś­ci dzieła.

Dłu­gotr­wała i pre­cyzyj­na była to pra­ca -jed­nakże satys­fakcjonu­ją­ca i ciekawa.
Efek­tem jest obraz odrestau­rowany, zakon­ser­wowany, „jak nowy???” czy tylko, by znów cieszyć oczy w Galerii Rogal­ińskiej? A może i dziś, trze­ba by mu przyp­isać inne znacze­nie, nowy wymi­ar odd­zi­ały­wa­nia?
Co dziś, poprzez „Dziewicę Orleańską” powiedzi­ał­by do nas Jan Mate­jko? …niedysku­towany Mis­trz i prawdzi­wy Polak?

J.S.

Podziel się!