… Dnia 4-go sty­cz­nia wiec­zorem zebrało się kilku zasłużonych ofi­cerów pod dowództwem ppor. Mieczysława Palucha w Guber­na­torstwie, dzisiejszej Komendzie Mias­ta, celem obrad nad zabraniem Ław­icy. Byli tam: ppor. Kopa, Zakrzews­ki, Ciążyńs­ki, Nieży­chows­ki, Maryńs­ki, Łak­ińs­ki, Jas­noch i kilku innych. Po opra­cow­a­niu planu odd­ano dowództ­wo akcji w ręce ppor. Andrze­ja Kopy.

Do akcji staw­ił ppor. Kopa około trzys­ta bag­netów, ppor. Nieży­chows­ki 2 polowe armaty, ppor. Ciążyńs­ki około 50 kon­nych do osłony arty­lerii, ewen­tu­al­nego poś­cigu i jako ordy­nan­sów. Atak rozpoczął się dnia 5-go sty­cz­nia 1919 r. punk­tu­al­nie o 6-ej rano.

Batal­ion piechoty gar­ni­zonowej, leżał wów­czas w białych i czer­wonych koszarach arty­lerii polowej. Dowód­cą batal­ionu był ppor. Piniec­ki. Adi­u­tant batal­ionu kapral Wysoc­ki, obec­nie kap­i­tan. Batal­ion liczył około 300 ludzi. Wice-wach­mistrz Nieży­chows­ki Kaz­imierz z dwoma polowy­mi armata­mi. Ppor. Ciążyńs­ki z 50 kon­ny­mi strzel­ca­mi. Dok­tór Wierze­jew­s­ki, później gen. lekarz, z całym aparatem san­i­tarnym. Sztab, składa­ją­cy się z dowód­cy ppor. Kopy, oraz ppor. Palucha, Łęgowskiego, Łak­ińskiego, Jas­nocha i kilku innych. Wojsko wymasze­rowało z koszar o godz. 2-ej w nocy, idąc drogą obok strzel­nic wojskowych w kierunku wsi Ław­ica. Szpicę miała 2 komp. pod dowództwem Brycha, który oso­biś­cie szedł na czele. Arty­le­ria i sztab masze­rowały w środ­ku kolum­ny marszowej. Kawa­le­ria posuwała się tym­cza­sem inną drogą celem zabez­pieczenia od półno­cy. Niem­cy spodziewa­jąc się każdej nocy ataku, cią­gle oświ­et­lali teren reflek­tora­mi, lecz nie zauważyli piechoty w marszu.

 

Po drodze pół kom­panii Brycha obsadz­iło fol­wark Edwards­felde, (Edwar­dowo) celem zabez­pieczenia i obsadzenia tele­fonu u niemieck­iego właś­ci­ciela. Resz­ta batal­ionu masze­rowała dalej na zachód aż do zachod­niego krań­ca lot­niska, w okolicę t. zw. Trompeter­wald­chen. Na zachod­nim stanowisku wydał ppor. Kopa rozkazy oper­a­cyjne, 1 i 2 komp. miały atakować od zachodu połud­nia, 3 i 4 komp. od zachodu półno­cy. Atak miał się odbyć równocześnie z dwóch stron i to na umówiony syg­nał. Nieży­chows­ki ze swy­mi armata­mi stanął na t. zw. Berlińskim wzgórzu, jakie 800 m od stacji. Strzel­cy kon­ni stanęli trochę dalej wstecz, szuka­jąc krycia w rowie. Dowód­ca ppor. Kopa, w otocze­niu ppor. Palucha i innych ofi­cerów stanął przy arty­lerii. Do swej dys­pozy­cji miał przy sobie 6 strzel­ców kon­nych Ciążyńskiego.

Po zaję­ciu pozy­cji posłał ppor. Kopa do głównej bramy lot­niska, 4-ch kon­nych jako par­la­men­tar­iuszy. W tej chwili zaczęli Niem­cy oświ­et­lać teren raki­eta­mi, co umożli­wiło Nieży­chowskiemu dokładne bezpośred­nie nacelowanie armat. Jed­ną armatę skierowano na wieżę stacji, drugą na mieszkanie lot­ników. Akc­ja miała się rozpocząć dopiero po powro­cie par­la­men­tar­iuszy, którzy mieli poprzed­nio zawezwać Niem­ców do pod­da­nia się. Tym­cza­sem dojechali kon­ni do bram lot­niska. Na nieszczęś­cie puś­cił kara­bin niemieck­iego posterunku, koń się spłoszył, jeździec spadł i dostał się w ręce Niem­ców, a trzech innych jeźdźców galopowało z powrotem do pol­skiej linii. Piecho­ta pol­s­ka, słysząc strzał i widząc konia bez jeźdź­ca, rozpoczęła bez rozkazu ogrom­ną strze­lan­inę. Par­la­men­tar­iusza pol­skiego wciągnęli Niem­cy do wewnątrz i poprowadzili przed ober­leut­nan­ta Fis­chera, który w ogrom­nym uniesie­niu oświad­czył mu, że go każe rozstrze­lać, gdyż jest “paskud­nym franc­tireurem”.

Dowód­ca akcji ppor. Kopa chci­ał po pier­wszych strza­łach piechoty rozpocząć ogień arty­lerii. Nieży­chows­ki wzbra­ni­ał się, twierdząc, że trze­ba odczekać powro­tu par­la­men­tar­iuszy lub jed­nego z kon­nych jego towarzyszy, którzy o mało co nie zginęli w ogniu włas­nej piechoty. Gdy jed­nak Niem­cy ze swej strony zaczęli odpowiadać gęsty­mi strza­ła­mi z kara­binów maszynowych dał sal­wę.

Skutek był dobry, gdyż na kil­ka sekund ogień niemiec­ki przy­ci­chł. Jeden z kanon­ierów wys­trzelił jeszcze bez rozkazu w stronę budynków. Strza­ły padły dobrze i co do miejs­ca i co do cza­su; gdy bowiem ober­leut­nant Fis­ch­er właśnie kat­e­go­rycznie oświad­czył: “Ich denke gar nicht daran mich zu ergeben”, padły dwa pocis­ki w klatkę schodową, a odłam­ki granatów i gruzy uderzyły w drzwi poko­ju Fische­da. Ten zbladł i krzyknął: “Um Goteswillen, Artillerie habt ihr auch, wir wollen keinen Krieg, wir ergeben uns”. A gdy par­la­men­tar­iusz oświad­czył, że to 15 cm moździerze tak biją, ska­pit­u­lował. Naty­ch­mi­ast rozległy się w całych koszarach trąb­ki syg­nałowe. Trębacze trą­bili jak na sądzie ostate­cznym “das Ganze halt” (stój). Jeszcze przed końcem wal­ki uspokoił Nieży­chows­ki dwoma strza­ła­mi na odległość 600 m dwa niemieck­ie kara­biny maszynowe, poczym wró­ciła arty­le­ria do swych koszar przy ul. Sol­nej. Zwycięs­ka piecho­ta wkracza­ła, idąc półkolem na lot­nisko. Niem­cy bez broni stanęli uszykowani w szere­gach. Z wkracza­ją­cym wojskiem szedł i ppor. Paluch, dowód­ca guber­na­torstwa. Ten spostrzegł, że dwóch żołnierzy odprowadza­ło ober­leut­nan­ta Fis­chera gdzieś za szopy. Zawołał na nich, pyta­jąc co chcą robić? Wzburzeni tłu­maczyli, że Fis­ch­er chci­ał wszys­t­kich Polaków powiesić i że mu się kul­ka należy. Paluch zapo­biegł temu doraźne­mu sądowi. Fis­chera odstaw­iono auto­mo­bilem do Nacz. Rady Ludowej, która po ode­bra­niu słowa hon­oru umieś­ciła go w Rzym­skim Hotelu.

Po pol­skiej stron­ie był jeden zabity i trzech ran­nych, po niemieck­iej stron­ie poległ jeden ofi­cer, jeden szere­gowiec, kilku ludzi było ran­nych. Zało­ga niemiec­ka liczyła jakie 250 ludzi. Ogrom­ną zdoby­cz ceniono na 200 mil­ionów marek.

Komendę w Ław­icy objęli naty­ch­mi­ast pod­poruczni­cy Pniews­ki i Stemp­niewicz, a jed­na komp. batal­ionu ppor. Pinieck­iego pozostała jako zało­ga.

Około 9-ej wracał batal­ion piechoty w tri­um­fie do Poz­na­nia. Masze­rował przez Plac Wol­noś­ci, Stary Rynek z powrotem do swych koszar. Za batal­ionem masze­rowali do niewoli pobrani Niem­cy, których odstaw­iono na Kern­werk (Cytadela).

Był to ostat­ni etap oswo­bodzenia Poz­na­nia.

Pomi­mo, że zdoby­cie Ław­icy nie należało do walk fron­tu północ­nego, tylko do walk o Poz­nań, wspom­i­namy o nim, ponieważ ilus­tru­je we wielkiej mierze sto­sun­ki ówczesne i przed­staw­ia nam oso­bis­toś­ci i odd­zi­ały, które wszys­tkie odna­jdziemy później na naszym fron­cie. Lwią część zwycięst­wa miała tu arty­le­ria i piecho­ta.

Rocznik Związku Weter­anów Pow­stań Nar­o­dowych — Poz­nan 1935 r.
Frag­ment relacji Kaz­imierza Ciążyńskiego o  Zdoby­ciu Ław­icy  — zebrał  i opra­cow­ał TADEUSZ FENRYCH

Podziel się!